default_mobilelogo

Spis treści

Izaak Kramsztyk

Znowu, bracia, znowu rok w wieczności upłynął, a z nim ubiegł i rok naszego życia. Ale wieczność z każdym rokiem na nowo młodnieje, a my z każdym rokiem starzejemy; lata wieczności są nieskończone, nasze zaś lata są policzone. Czas z końcem każdego roku rozpoczyna na nowo swój bieg, swą kolej, na nowo pory roku po sobie następują z tąż samą świeżością, z nieodmienną swą młodością; człowiek zaś z każdym rokiem zbliża się bardziej ku starości, niedołęstwu, zbliża się bardziej do końca swego ziemskiego bytu. Dzisiejszy więc dzień, rozpoczynający nowy rok, jest dla nas ważnym, nie jako zmiana w czasie, nie jako odnawiający się porządek w krążeniu ciał niebieskich, ale w stosunku do nas samych. Czas, szanowni słuchacze, czas należy do tych dóbr, których wartość poznajemy wtedy dopiero, gdyśmy je utracili. Z żadnem dobrem, z żadną kosztownością tak marnotrawnie i rozrzutnie nie postępujemy, jak z czasem. Minęła ta pora, kiedy pobożni nasi ojcowie po upływie każdego dnia ścisły czynili rachunek z jego użycia, z wpływu jaki wywarł na ich wartość moralną. Dla nas dnie, tygodnie, miesiące i lata ubiegają, a nikt się na samego siebie nie zapatruje, nikt siebie nie zapytuje, czyliż z ubiegłego czasu należytą odniosłem korzyść, czyliż starałem się skarbić sobie cnoty, odrzucać błędy, czyliż w ubiegłym czasie wzrosła moja prawdziwa, moja osobista wartość, moja wartość moralna? Tę to powinność przypomina nam dzień dzisiejszy, Rosz Kaszana, początek roku, o tę powinność głosem trąby do nas woła: człowieku, tyś tak skrupulatnie, tak starannie przez cały rok obliczał twe mienie, zewnątrz ciebie będące, a zupełnie zaniedbałeś swój skarb wewnętrzny; z natężoną uwaga zajmowałeś się stanem swego majątku, a nie zajrzałeś w stan swego serca i duszy. Tak to, bracia, dzisiejszy dzień wzywa nas do osądzenia siebie, do zastanowienia się nad naszą wartością osobistą i do oczyszczenia się z tego, co w sobie za niegodne uznamy. Bracia, bądźmy posłuszni temu wezwaniu; po odbyciu długiej, rocznej drogi na ziemi dla światowości, zatrzymajmy się przez chwilę w domu Bożym przed Bogiem, wznieśmy się do Boga. W tym celu przemawiam do was słowami proroka Michy: „Oznajmiono tobie, człowieku, co jest dobrem i czego Wiekuisty po tobie wymaga, jedno byś czynił sprawiedliwość, polubił łaskę i byś w pokorze postępował przed Bogiem twoim.”

Wszystkie stosunki człowieka na ziemi są trojakiego rodzaju: z sobą samym, ze swoimi bliźnimi i z Bogiem. Oto granice jego działalności. Jego myśli, jego mowa, jego czyny do tych się odnoszą; jego prawe i szlachetne postępki, zarówno jak i uchybienia człowieka, na tem polu i wśród tych granic się odbywają. Chcesz więc, człowieku, chcesz, izraelito, pogodzić się ze swą powinnością, powinieneś najprzód wejrzeć w siebie i pogodzić się z samym sobą. Ale jakże, zapyta się niejeden z zadziwieniem, czyliż człowiek potrzebuje się z samym sobą godzić? Czyliż człowiek nie życie w najlepszej z samym sobą zgodzie i harmonii, czyliż każdy nie stara się ze wszystkich sił o swą własną korzyść, czyliż postępuje kto inaczej, jak za poprzedniem naradzeniem się i zgodzeniem z samym sobą? Nacóżby się człowiek z samym sobą miał godzić? I zaprawdę, gdy się zapatrujemy na siebie samych, okazuje się każdego z nas obraz czysty, bez plamy, bez skazy, otoczony blaskiem prawdy i cnoty, ozdobiony wieńcem pobożności. Ale cóż to za obraz? Jest to obraz człowieka, jakim on być powinien, obraz tworu na podobieństwo Boga zdziałanego, - obraz człowieka, jakim wyszedł z ręki Stwórcy w pierwotnej swej niewinności. Tyś się bracie przejrzał w zwierciadle miłości własnej, i dlatego nie ujrzałeś mnóstwa plam, z których powinieneś twe serce oczyścić. Dlatego nie widzisz, jak prawda i cnota swój pierwotny blask utraciły, jak wieniec pobożności okryty jest pochmurną mgłą; dlatego bierzesz dumę za godność osobistą, namiętności za prawidła życia, podstęp za mądrość, a krnąbrność za wykonanie swej powinności. Nie, bracia, nie jesteśmy tak niewinni, jak nas miłość własna zapewnia. Nie tajmy przed sobą, iż nam rzadko dzień upływa, w którymbyśmy nie uchybili prawdzie, bądź to z naszą wiedzą lub w niewiadomości, w którymbyśmy nie grzeszyli przeciw cnocie, bądź rozmyślnie lub mimowolni. Wyznajmy, bracia, wyznajmy obecnie, w tej poważnej godzinie, tu przed Majestatem Bożym, wyznajmy każdy przed sobą samym, iż ustąpiliśmy z pierwotnej naszej czystości i niewinności. Wejdź ludu Boży, wejdź, izraelito, w samego siebie, zbadaj ściśle twe dotychczasowe postępowanie, ale zbadaj z mocnem postanowieniem oczyszczenia się z wielkich plam, zmycia wszelkich skaz, ukorz się przed Bogiem i rzeknij: zgrzeszyłem, a Bóg w swej litości przyjmie to słowo, z głębokości serca pochodzące, wlej błogi spokój w naszą duszę, zgodę w nasze serce, uprzątnie wyrzuty naszego sumienia; wówczas każdy z wypogodzonem czołem sobie powie: jestem takim, jakim mnie Bóg mieć chce. Wówczas nasze życie będzie pogodniejsze, nasze uciechy czystsze i całe nasze jestestwo szlachetniejsze.

Tak pojednani z sobą przejdźmy do powinności naszych na zewnątrz siebie, do naszych obowiązków względem bliźnich. W tym celu zacytuję wam słowa proroka Izajasza: „Udzielaj ze swego chleba zgłodniałemu; ubogich, znękanych wprowadź w swój dom; gdy widzisz nagiego, odziej go; nie usuwaj się od brata twego. Wonczas, jak zorza, zabłyśnie twe szczęście, twa rana prędko się zagoi, twe błogosławieństwo będzie przed tobą postępować, a wspaniałość Boska będzie cię strzegła.” Otóż, bracia, treść wszelkich powinności naszych względem ludzi, a uchybienia tej powinności sam Bóg przebaczyć nie może. Jest to święte prawo obrażonego, pokrzywdzonego, poszkodowanego, że on tylko sam przebaczenia udzielić może, i dla tego przed uzyskaniem przebaczenia od Boga, winniśmy się poprzednio z głębokości serca i otwartą dłonią starać o pojednanie się z obrażonym, pokrzywdzonym, poszkodowanym przez nas bratem. Lecz ileż to nieprawości nie daje się już więcej wynagrodzić, gdyś, bracie, nie pospieszył z pojednaniem, aż twój bliźni wstąpił do grobu z żalem i bolem, przez ciebie spowodowanym? Pospiesz więc, bracie, do pojednania się z żyjącym, bo ani twoja, ani jego godzina nie jest ci wiadoma, - pospiesz, jeśli zdołasz, ukoić ranę, którąś zadał sercu, przywrócić czystość sławy i czci, któreś splamił. A czyliż to tylko jest nieprawem, nieprawością, co czynimy, co wyrządzamy? – jest wiele nieprawości, niesprawiedliwości, które takiemi są właśnie dla tego, żeśmy nie byli czynni, żeśmy swej powinności nie wykonywali. Komu się dobry czyn nadarzył, kto był w stanie czyn ten wykonać, a zaniedbał go, ten wyrządził nieprawość, którą winien wynagrodzić. Wyznajmy, bracia , jak małoznaczące są nasze dzieła dobroczynności, miłosierdzia w stosunku do naszej możności. Porównajmy nasze wydatki, nie na potrzeby życia, ale na przyjemności łożone, z ofiarami dobroczynności naszej. Porównajmy kwoty, za które nabywamy uciechy światowe z temi, które od nas miłosierdzie otrzymuje; porównajmy sumy, łożone na wystawność z temi, które na ołtarzu dobroczynności składamy; zaprawdę, bracia, te porównania nie mają wcale stosunku, tu nie znajdziemy wcale proporcyi, ani podobieństwa.

Tak, więc bracia, mamy z bliźnimi się pojednać; zadane rany ukoić, wyciśnięte łzy osuszyć; mamy w pokorze przystąpić do brata i rzec: jam cię obraził, przebacz mi. A nie myśli, szanowny słuchaczu, że na tem twa duma ucierpi: jest to najwyższy tryumf człowieka – panować nad swem sercem, jest to najszczytniejsza duma – poskromić swą dumę. A chcecie, ażeby wasze szczęście, jak zorze zajaśniało, ażeby błogosławieństwo wam drogę torowało, ażeby wspaniałość Bożą opiekował a się wami: stosujcie się do zaleceń proroka, udzielajcie zgłodniałym ze swego chleba, niechaj biedni będą waszymi domownikami, nie odwracajcie oka od nieszczęśliwego brata, a tem zjednacie sobie łaskę Stwórcy, łaskę Ojca Niebieskiego.

Wznieśmy teraz, bracia, wzrok naszego ducha do wysokości niebios, do podnóżka Majestatu Niebieskiego i pytajmy się, czyliżeśmy zadosyć uczynili trzeciemu wymaganiu naszego tekstu: „abyś w pokorze postępował z Bogiem Twoim.” Ty, starcze z siwą głową, który już przed rokiem niedaleko grobu stałeś, ale cię ten, którego lata są nieskończone, jeszcze zachował, jeszcze utrzymuje, czyliżeś mu ze szczerości serca dziękował za tę łaskę? Czyliżeś z pobożnością go błagał: nie porzucaj mnie w czasie mej starości, nie opuszczaj, gdy mnie siły odstępują. Jeśliś o Bogu zapomniał, jeśliś tej modlitwy zaniedbał, uczyń to teraz bracie, ukorz się przed Bogiem dziś, w dniu sądu, i rzeknij: zgrzeszyłem. Ty, człowieku, w sile wieli będący, ileś łask w ubiegłym roku z hojnej ręki Boga otrzymał, ileś chwili przyjemnych w upłynionym roku przeżył, ileś godzin poił się radością, gdyś widział swą rodzinę kwitnącą, rozwijający się umysł swych dzieci; czyś w tych chwilach nie zapomniał o Dawcy wszelkiego dobra, czyś rzekł z Dawidem: wszystko, co posiadam pochodzi z Twej łaski, z Twej świętej prawicy. Jeśliś tego zaniedbał, dziękuj teraz Bogu, zanieś mu wdzięczność twego serca w ofierze. Ty, któryś albo sam boleścią był złożony, albo drżałeś o życie miłej ci osoby, a Bóg się nad tobą ulitował, przywrócił czerstwość i zdrowie, czyś za to Bogu dziękował?

Ty, szczęśliwy, wybrany, w którego domu przebywa błogosławieństwo, kwitnie obfitość, czyś uznawał Boga za źródło twego szczęścia, czy też dałeś się uwieść podszeptom twej pychy i rzekłeś sobie: „moja mądrość i siła mej ręki zjednała mi to bogactwo?” Ale i ty, biedny ojcie rodziny, ty, któryś z rozpoczęciem upłynionego roku nie wiedział, czem głód swych dzieci zaspokoisz, czem ich nagość okryjesz, i tobą Bóg się opiekował. Ten, co ptactwo polne karmi, i ciebie nie opuścił, czyliżeś niewdzięcznością i szemraniem nie zgrzeszył? Tak, bracia, jakeśmy wszyscy Bogu przewinili, - a czyliż występki człowieka przeciwko sobie i wykroczenia, przeciwko bliźnim popełnione, nie są grzechami przeciwko Bogu, którego przepisy wzbraniają nam wszelkiego uchybienia i nieprawości?

Uznajmy teraz, bracia, i wyznajmy nasze winy, uznajmy je w głębkości naszego serca i wyznajmy je z mocnem postanowieniem poprawy, ze szczerem przedsięwzięciem czuwania nad własnem sercem, pojednania się z ludźmi i z ludzkością, z zamiarem religijnego i pokornego postępowania przed Bogiem, a Bóg przyjmie nasze modły, pobłogosławi naszym pobożnym zamiarom, pobłogosławi nasze przyszłe lata, poprowadzi nas drogą cnoty i szczęścia. Amen.

Kontakt

        

Fundacja im. prof. Mojżesza Schorra

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel.: 22 620 34 96
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.l
KRS: 0000184858
Nr konta bankowego: 04124010241111001005772107