default_mobilelogo

Spis treści

Kazanie rozgłoszone w Chanuka 5660 (1899)

Znowu duszę naszą dumną i nadzieją napełnia zwycięstwo Makkabeuszów. My zaś to święto obchodzimy nie drogą wspaniałych i szumnych uroczystości, bo już nam dawno prorok powiedział: ”Nie powinieneś radować się, Izraelu, w ten sposób, jak inne narody się radują”. My tylko w domowym zaciszu i w zaciszu Domu modlitwy zapalamy świeczkę, a ten niepozorny, mały płomyk wystarczy. On bowiem jest nieprzemijający, on trwa po wieczność.

Opowiadają o wielkim, słynnym wodzu, że kiedy znajdował się na czele swej armii w obcym, odległym kraju, w Egipcie, który chciał zawojować, wskazał swoim żołnierzom wysokie piramidy i rzekł: „40 wieków patrzy na was z tych wysokości! Bądźcie więc waleczni!” Naród, którego własnością były te piramidy, zginął już bardzo dawno temu. Nam jednak mały ten płomyk świeci już przeszło dwa tysiące lat, bo zapalali go dawni nasi przodkowie. On nie jest świadkiem wydarzeń i dzieł obcych, martwych narodów, ale świadkiem wydarzeń i dzieł obcych, martwych narodów, ale świadkiem naszych własnych dziejów, naszego własnego żywota.

Poprzez światło tego płomyka patrzy na nas 20 wieków naszej historii i woła: „Bądźcie waleczni”! Ileż to w ciągu tych dwóch tysięcy lat ta świeczka chanukowa widziała już smutnych i radosnych wypadków! Ileż nam ona opowiada cudów i zwycięstw, tragedii i klęsk! Ten płomyk pamięta jeszcze dzień, w którym poraz pierwszy u nas się zjawił. Znał on srogiego tyrana, Antiocha Epifanesa, którego każdy rozkaz był wyrokiem śmierci, a każdy czyn – rzezią i pożogą. On bowiem nie życzył sobie, by rozwijało się i żyło to małe judejskie państwo, chciał naród nasz wytępić i zmieść z powierzchni ziemi. Sam, o własnych siłach nie byłby może podołał temu zadaniu, ale usłużnie z pomocą mu pospieszyli Żydzi – zdrajcy, Żydzi – odszczepieńcy, którym raczej uśmiechało się schlebiać możnemu władcy, aniżeli pędzić czysty, bogobojny żywot w gronie swoich braci.

Zdrajcy, odszczepieńcy – znacie wy te potwory? Ach, one jeszcze nie wymarły całkowicie. Po dziś dzień rodzą się one dalej jeszcze wśród nas. Oni więc, te Jazony i Menelusy, szeptali syryjskiemu królowi na ucho i głosili z publicznej trybuny7, że nie ma już więcej narodu żydowskiego, że zmarniał już całkowicie, a trwają jeszcze – tylko na krótko – przestarzałe, zmurszałe formy i pozory, których kres jest już nie daleki.

Jednakże zwyciężyła wiara i waleczność. WA jerozolimskiej świątyni znaleziono wówczas, kiedy pogromiona została armia nieprzyjaciela, jeden tylko dzbanuszek czystej oliwy, która starczyła na przeciąg ośmiu dni.

Na 8 dni – tak powiada legenda. Ale ta świeczka wie, że jedna kropla czystej oliwy starczyła w duszy żydowskiego narodu nie na tydzień tylko, ale na dwa tysiące lat i na dalsze jeszcze wieki wystarczy. Bo odtąd świeci ten ogień, przygląda się wszystkiemu i wszystko pamięta. Był raz – powiada nam – wielki, możny Rzym. Przypomina sobie to całkiem dokładnie, chociaż, działo się to już dawno, bardzo dawno temu. Lecz nagle zbliżać się poczęła ze Wschodu straszna nawałnica, która niby bicz Boży, zdruzgotała doszczętnie całą tę potęgę. Zaś nasza maluczka świeczka w kącie swoim przypatrywała się temu, jak wije się ten olbrzym w okropnych bólach konania. Widziała te straszliwe kruki, które pastwiły się nad martwym ciałem trupa – i świeciła dalej.

Była świadkiem tego, jak biedny naród żydowski, wśród drapieżnych dzikich zwierząt, wystawiony jest dzień w dzień na nieludzkie wprost męczarnie. Widziała, jak zapada ciemna, głucha noc, tak straszliwa jak przepaść, tak głęboka jak otchłań. A wśród tej czarnej nocy jej światełko tylko migotało spokojnie, bo ono stare jest i doświadczone. Przecinały te mroki od czasu do czasu piekielne błyskawice – stosy, na których których całopalnej ofierze płonęły ciała Żydów za to, że nie wyrzekali się wiary swych ojców. Od czasu do czasu słychać było wśród ciemności, jak szumią wartkie strumienie – a były to strugi krwi niewinnej, przelanej za to, że znaleźli się bohaterzy, którzy wierni pozostali swoim ideałom. A ona, ta mała świeczka, nie zgasła, lecz świeciła dalej, bo wiedziała, że przyjdą jeszcze lepsze czasy.

I oto nagle, w dali, najpierw ledwo dostrzegalnie, ale potem coraz silniej, coraz wyraźniej, świtać poczęło na horyzoncie. A po brzasku i świcie zajaśniało słońce, w królewskim swoim blasku. Wolność, braterstwo, zgoda – nowe hasła dały się słyszeć dookoła. I wtedy ta drobniutka świeczka, jak gdyby zawstydzona, usunęła się w bok. Wobec wspaniałego płomienia zblaknąć musiał ten mały płomyk.

Zdawało się wtedy, że to słońce świeci – ale to było złudzenie. Bo ledwo tylko się ukazało, a już znikło, nie dochodząc do zenitu. Znowu noc zapadła, głucha i ciemna, noc taka, która wywołuje wszelkiego rodzaju męty i potwory z podziemnych kryjówek. A nasza świeczka rozmyśla i marzy w spokoju i przypomina sobie słowa proroka:„Nie ciesz się nieprzyjaciółko! Choć upadłam, to jeszcze powstanę, choć głęboka ciemność zalega dookoła, Bóg jest moim światłem”.

A ten płomyk widział też rzeczy inne, radosne i wesołe: Naokoło huczały wichry, grzmiły pioruny, ale w szkole, w przybytku wiedzy i nauki panował błogi spokój. Młodzi i starzy gromadzili się tam, by uczyć się, by wniknąć głęboko w prawdziwą istotę żydostwa, by zastanowić się nad najzawilszymi zagadnieniami ducha ludzkiego. Tam wygłoszone zostały nauki, które zdołały wynieść żydostwo na sam szczyt człowieczeństwa, tam duch narodu dojrzał i potężniał.

Naokoło huczały wichry, grzmiły pioruny, ale w domu żydowskim panował błogi spokój, w rodzinie żydowskiej panowała piękna, boska radość. Dookoła tej świecy właśnie gromadzili się wszyscy domownicy, a matka opowiadała dzieciom o dawnych dziejach, o wielkich przodkach, działała na wyobraźnię cudownymi opowiadaniami o wielkich bohaterach z minionych lat. I widziała ta świeczka, jak wyrastają, pod bocznym okiem żydowskich rodziców, wierne pokolenia Żydów, w których serca już za młodu wpajano i wszczepiano ideały Makkabeuszów.

Bo w owych czasach nie było jeszcze tego naśladowania obcych wzorów i obyczajów, naśladowania ślepego, bez duszy. Wtedy jeszcze cudze zwyczaje nie zdołały wyrugować własnych naszych świąt i uroczystości. I choć zewsząd wichry huczały na zewnątrz, to jednak na wewnątrz panował spokój i radość, w szkole żydowskiej i w domu żydowskim.

A teraz? Teraz również noc panuje na zewnątrz, a na wewnątrz – ach, wolimy nie mącić pogodnego nastroju dzisiejszej uroczystości smutnymi spostrzeżeniami.I zamiast mówić o teraźniejszości, rzućmy okiem raczej w przyszłość.Kiedy w gronie palestyńskich uczonych zastanawiano się nad tym, ile świeczek zaświecić należy w Chanuka, uczniowi Hilela spór ten rozstrzygnęli, ustanawiając:„W pierwszym dniu jedna świeca, z każdym dniem o jedno światło więcej”. Coraz więcej tego czystego światła – oto symbol naszej przyszłości. Niechaj że wzbiera i coraz bardziej pęcznieje ta mała kropla czystej oliwy żydowskiej duszy. Niechaj waleczność, idealizm i entuzjazm Makkabeuszy coraz więcej duszę naszą wypełnią, aby spotężniał duch żydowski, aby uszlachetniały się serca coraz bardziej.

Cóż to, że dookoła ciągle jeszcze noc panuje! Wrogowie nasi tylko dusze własnych swych dzieci zatruwają i niszczą. Nie nasza to będzie wina, jeśli z tego piekielnego zasiewu wykiełkuje plon piekielny. My silni będziemy, jeśli zapamiętamy słowa proroka: „Nie ciesz się nieprzyjaciółko! Choć upadłem, to jeszcze powstanę, choć głęboka ciemność zalega dookoła, Bój jest moim światłem”.

Kontakt

        

Fundacja im. prof. Mojżesza Schorra

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel.: 22 620 34 96
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.l
KRS: 0000184858
Nr konta bankowego: 04124010241111001005772107